d4e1c87cdd1a0b6fb59673b1d1d2e44b_6842
Autor: Michael Ridpath

Tytuł polski: „Gdzie zaległy cienie”

Tytuł oryginału: „Where the shadows lie

Tłumaczenie: Witczak Łukasz

Data wydania w Polsce: 06 kwietnia 2011

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Seria: Ogień i Lód

Liczba stron: 296

 

 

 

„Jeden, by wszystkimi rządzić. Jeden, by wszystkie odnaleźć.
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy Cienie.”
(cytat z „Władcy Pierścieni” J.R.R Tolkiena)

 

* Opis książki:

Na Islandii, w domku nad jeziorem, zostają znalezione zwłoki profesora literatury. Z jego śmiercią wiąże się sprawa starego manuskryptu zawierającego opowieść o mitycznym artefakcie, która natchnęła Tolkiena do napisania Władcy Pierścieni. Manuskrypt zawiera jednak coś jeszcze… Coś znacznie cenniejszego. Mordercę profesora próbuje schwytać Magnus Jonson, ukrywający się w Rejkiawiku amerykański detektyw o islandzkich korzeniach. Magnus ma nadzieję, że przy okazji pobytu w rodzinnym kraju uda mu się również wyjaśnić zagadkę tajemniczej śmierci ojca, który zginął zasztyletowany kilkanaście lat wcześniej.

‚Gdzie zaległy cienie’ to pierwsza część nowej, trzymającej w napięciu serii pióra uznanego mistrza powieści sensacyjnej.

* źródło opisu: http://www.najlepszyprezent.pl/

 

71EHzDMLbFL._UX250_

 

 

Michael Ridpath (ur. 7 marca 1961 w Devon[1]) – angielski powieściopisarz. Po ukończeniu studiów pracował jako analityk kredytowy oraz makler. Autor ośmiu dreszczowców finansowych, dwóch powieści szpiegowskich oraz cyklu czterech powieści kryminalnych „Ogień i lód” (Fire and Ice). Jego książki zostały przetłumaczone na trzydzieści dwa języki[2], w tym na polski.

 

 

 

Recenzja książki:

Bardzo ciekawy kryminał! Tytuł Wam się z czymś kojarzy? Tak, macie rację, w roli głównej: Islandia oraz … Władca pierścieni. Połączenie elektryzujące, zwłaszcza dla fanów trylogii Tolkiena, a i wykonanie całkiem całkiem… Rozchodzi się mianowicie o to, że odnaleziona po kilkuset latach tajemnicza islandzka saga dziwnie przypomina fabułę Władcy pierścieni. Prawdopodobnie z tego powodu ginie islandzki profesor literatury, wykładowca na uniwersytecie. Do Reykjawiku tymczasem przybywa młody detektyw z Bostonu, aby wspomóc śledztwo. Magnus – amerykański policjant o islandzkich korzeniach, zmuszony jest uciekać na Islandię przed dominikańską mafią narkotykową. W trakcie śledztwa okazuje się, że stawka idzie o coś znacznie więcej, niż tylko stary manuskrypt…

Akcja rozwija się bardzo ciekawie: autorowi w jakiś sposób udało się stworzyć fabułę, w której wątki baśniowe splatają się z rzeczywistością, lecz w ogóle nie wydaje się to niewiarygodne. Być może dlatego, że na Islandii, w tym kraju, gdzie ludzie wciąż wierzą w elfy i trolle wszystko wydaje się być możliwe. Islandia opisana jest niezwykle plastycznie i z wyraźną sympatią do tego kraju – zupełnie, jakby napisał to Islandczyk, a nie Anglik. Cały czas pozostajemy w magicznym klimacie starodawnych sag i niesamowitego krajobrazu z wulkanem Hekla w tle.

Wiara Islandczyków jest inna, musi być inna niż wiara pozostałych narodów. Widzimy dobro i zło, siłę i spokój w otaczającej nas przyrodzie. Nie tylko je widzimy, ale słyszymy i czujemy. Nie ma nic piękniejszego nad słońce odbite od lodowca i ciszę na fiordach o świcie. Ale wiemy także co to wybuch wulkanu i trzęsienie ziemi, co to strach przed zgubieniem się w śnieżnej zamieci albo posępny krajobraz lawowego pustkowia. Islandzkie powietrze pachnie siarką.

Do tego włącza się wątek Magnusa, który zaczyna zadawać sobie pytania o własną tożsamość oraz historię własnej rodziny. Wszystko zgrabnie się splata, Islandia jawi się fascynująco, a Magnus jest bohaterem, którego naprawdę da się lubić – właściwie nie ma się tu do czego doczepić.

Gdzie zaległy cienie to kolejna książka Michaela Ridpatha, angielskiego pisarza, który do tej pory pisywał thrillery o świecie finansjery. Gdzie zaległy cienie nie mają z finansami nic wspólnego (chyba tylko fakt, że wspominają o kryzysie na Islandii) i tak przypadły mi do gustu, że pomyślałam sobie, że bardzo chętnie poczytałabym jakiś ciąg dalszy przygód Magnusa Ragnarssona. I okazuje się, że Gdzie zaległy cienie, to pierwsza książka z nowej serii Ognia i Lodu (nie mylić z Pieśnią Lodu i Ognia…), co z radością wyczytałam ze strony internetowej autora. Druga książka 66° North została już opublikowana w Anglii w ubiegłym roku – i mam nadzieję, że szybko ukaże się ona również u nas.

autor recenzji: Gabriela Kaprot // http://dzienpozniej.blogspot.com/2012/06/gdzie-zalegy-cienie.html