AMFJ to jednoosobowy twór z pogranicza sztuki i muzyki.

Za tymi inicjałami ukrywa się Aðalsteinn Jörundsson, który wcześniej współpracował z różnego rodzaju metalowymi i eksperymentalnymi grupami. Pomysł na AMFJ narodził się latem 2008 roku, kiedy to muzyk postanowił połączyć własną poezję z mocnymi eksperymentalnymi dźwiękami.

Portraits of AMFJ taken during Iceland Airwaves Music Festival 2014 in Reykjavik, Iceland. November 6, 2014. Copyright © 2014 Matthew Eisman. All Rights Reserved

W maju 2009 roku AMFJ wydał kasetę „Itemhljóð & Veinanę” nakładem własnej wytwórni FALK (dla niewtajemniczonych ten skrót rozwija się w: Fuck Art Let’s Kill). Produkcją tego materiału zajmował się Jóhann Fr. Jóhannsson (7oi). Nagrania z tej kasety spotkały się z dużym zainteresowaniem mediów, głównie czasopisma Grapevine, który napisał w recenzji, że: ”Jest to punkt, w którym sztuka i muzyka stają się niemal transcendentalne„.

W roku 2010 roku AMFJ wydawał serię singli w postaci mp3 w ramach akcji „The Modern AMFJ Compendium of New Musics” przygotowanej dla Headphone Listening Single Series. Właśnie niektóre z tych kompozycji stanowiły później podstawę i szkielet dla najbardziej ambitnego albumu artysty, zatytułowanego „Bæn”.

Album „Bæn” ukazał się na rynku w październiku 2011 roku. Jego produkcją zajmował się Valdimir Jóhannsson (Reykjavík!, Nine Elevens, Lazyblood). Całość tekstów i muzyki na płytę przygotował i wykonał AMFJ. Przy okazji opakowania albumu, które wypada nader ciekawie, warto dodać, że jego projektem zajmował się Blaldur Björnsson. Natomiast zdjęcia wykonał Guðmundur Óli Pálmason.

Teraz nadszedł ten moment, w którym należałoby wyjaśnić skrót nazwy projektu. AMFJ to nic innego jak ‚Aðalsteinn Mother Fucking Jörundsson‚. Przypadek? Raczej nie, jeśli weźmiemy pod uwagę brzmienie i krajobraz dźwiękowy tego projektu. „Bæn” to rzecz z gatunku experimental power-noise/dark-industrial. Spodziewam się tego, że wielu po przesłuchaniu płyty byłoby skłonnych określić jej zawartość jako anty-muzyka.

Na marginesie dodam, że wśród ulubionych artystów muzyk wymienia m.in. Behemoth, Pan Sonic, DAF, Irreversible, Suicide, The Young Gods, Pig Destroyer, Buck 65, ZAO, Heaven Shall Burn, Haus Arafna, Fiona Apple, Ísak Harðarson, Furia, Giorgio Moroder, Converge, Slayer, HAM, Entombed.

R-3951484-1350301946-2768.png

AMFJ ukazuje specyficzne i dosyć oryginalne podejście do muzyki jako dźwięku i formy. Traktuje dźwięk w nietypowy sposób, nadaje mu inne znaczenia i abstrakcyjne „kształty”. W moim odczuciu jego muzykę toczy jakiś robak szaleństwa. „Bæn” to rzecz szokująca, która z łatwością zepchnie nas w mroczną stronę irracjonalności i paranoi. Do tych zakątków ludzkiej duszy o których raczej wolelibyśmy zapomnieć.

Hipnotyzujące sprzężenia zwrotne, dźwiękowy hałas elektroniki i sampli, głośne beaty i silnie zniekształcony wokal stanowią potężną dawkę ponurej ekstremy. Całość sprawia wrażenie ścieżki dźwiękowej ilustrującej opuszczony szpital dla obłąkanych. Genialna destrukcyjna muzyka siejąca spustoszenie przyjemną brzydotą i zgiełkiem, która zamiast odrzucać, fascynuje.

Chłodna i niedopowiedziana zawartość „Bæn” niesamowicie wświdrowuje się w mózg atakując raz po raz mrocznymi akcentami i dziką elektroniką. Pełen majestatu i mocy jest również demoniczny wokal. To dość „chora muzyka”, emanująca niepokojem i narastającym nerwowym klimatem, w którym możemy czuć się dość obco. Słuchanie jej w zupełnej ciemności i samotności przez osoby o słabym sercu i słabych nerwach może skutkować, w najlepszym wypadku, pobytem w pensjonacie z pokojami bez klamek.

 

a2566770943_10

 

 

AMFJ :: Bæn

1. Útburður Umskiptingur 6:06
2. Öldungur 4:12
3. Mammón (feat. Valdimar Jóhannsson) 5:26
4. Retoría 3:20
5. Bæn 5:54
6. Lofun 4:35
7. Húsið Andar 8:50

 

 

 

AMFJ : facebook / bandcamp / soundcloud

AMFJ :: Bæn (recenzja)
4.5Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów