272820_577670778914520_220184139_o

Carpe Noctem to zespół założony w listopadzie 2005 roku przez trzech muzyków: Andri (gitara), Alexander (wokal) i Helgi (perkusja).

Muzycy początkowo zaczynali od tworzenia muzyki w nurcie metalu, ale po 2-3 latach zespół bardziej skoncentrowali się na black metalu. W 2008 roku do zespołu dołączyli Tomas (gitara) i Árni (bas). Wtedy Carpe Noctem zaczął funkcjonować pełną parą.

Skład zespołu Carpe Noctem wygląda następująco:

Alexander Dan Vilhjálmsson – wokal
Andri Þór Jóhannsson – gitara
Árni Bergur Zoëga – bas
Helgi Rafn Hróðmarsson – perkusja
Tómas Ísdal – gitara

W 2008 roku zespół wydał własnym sumptem demo „Myrkraverk”. Ponadto muzycy intensywnie koncertowali budując cały czas swoją pozycję na scenie metalowej. Dzięki pasji i determinacji faktycznie szybko stali się jedną z wiodących „czarnych kapel”.

Swoją drogą, to ciekawe jak ładnie w ostatnich latach Islandia rozbudowała swoją scenę metalową. Wydaje się ona być obecnie dość spora i imponująca. Jest wiele spektakularnych zespołów, jak chociażby Svartidaudi, Wormlust, Chao Azoic, Vansköpun, Dynfari, Kontinuum, Solstafir, Dimma i można by tak jeszcze długo wymieniać.

Co więcej muzyka metalowa z Islandii jest rozpoznawaną i cenioną marką na całym świecie. Na pewno większość tych zespołów ma ponadprzeciętny talent, ale również bardzo charakterystyczny rodzaj brzmienia, który jest tak bardzo „islandzki”. Trudno jest to wyrazić w słowach, ale jest to naprawdę coś specyficznego. Pomimo różnić w ramach metalowego stylu poszczególnych zespołów metalowych z Islandii, których dźwiękowy wachlarz jest bardzo szeroki, to jednak można wyczuć w ich muzyce, że jest to właśnie „islandzki metal”. Tak jak do tej pory rozpoznawany i charakterystyczny jest na przykład „norweski metal”, „szwedzki metal” czy „fiński metal”.

a1482516000_10

Wróćmy jednak do Carpe Noctem. W październiku 2009 roku zespół wydał cztero-utworową (niemal 28 minut) EP’kę zatytułowaną po prostu „Carpe Noctem”. Mini album nagrywany był i produkowany przez Jóhanna Ingi Sigurðssona w Studio Fossland. Okładkę wykonał Andrzej Masianis. Tym wydawnictwem zespół zwrócił większą uwagę i zainteresowanie miłośników muzyki metalowej i krytyków muzycznych.

Zespół już wtedy zaprezentował bezkompromisowy i agresywny black metal, przemycając do swojego brzmienia także różne inne wpływy muzyczne, na przykład doom’owe pasaże. Dzięki temu w ich muzyce można zauważyć różne dźwiękowe odcienie i doświadczyć skrajnych przeciwieństw.

W swojej twórczości Carpe Noctem często odwołują się do mitologii nordyckiej, pism okultystycznych, przepowiedni związanych z nadejściem apokalipsy, a także post-apokaliptycznych wizji i różnych rytuałów czarnej magii praktykowanych w przeszłości w Islandii. Tworzą surowe dźwiękowe obrazy, które łączą z tekstami w języku islandzkim. Ich muzyka jest jak dotyk zmarzniętej dłoni lub zimnych ust. Przestrzeń muzyczna jest ciemna i klaustrofobiczna. Wstrząsająca i przerażająca.

We wrześniu 2013 roku Carpe Noctem, nakładem wytwórni Code666 Records, wydali swój pierwszy pełnoprawny debiutancki album „In terra profugus”. Tą płytą Islandczycy zaskoczyli wszystkich, nawet tych, którzy dotychczas postrzegali ich już jako obiecujący zespół.

Pasja wykonania tej muzyki, jak i jej intensywność nie pozostawia żadnych złudzeń, co do tego, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Ujmuje poziom dojrzałości i wyobraźni muzyków – od projektu okładki (autorstwa Antti Salminen), poprzez koncept albumu, aż do muzyki i wykonania. Nie zapominajmy, że to debiut!

Można się czasami doszukiwać tutaj wpływów dokonań takich grup jak Paroxsihzem, Mitochondrion, Portal, Deathspell Omega i Svartidaudi. Z tym, że Carpe Noctem korzysta jedynie z doświadczeń tamtych zespołów, inspiruje się nimi, a nie kopiuje ich bezmyślnie.

Nagraniami i produkcją albumu „In terra profugus” zajmował się Árni Bergur Zoëga. Natomiast miksowanie i mastering muzyki powierzono Riccardo Pasini.

Dzięki Bogu (sic!) Carpe Noctem nie jest kolejnym metalowym zespołem, którego muzyczną muzą i przewodnikiem w tekstach lub wizytówką na okładce płyty byłby „Zły Rogaty Pan” czy odwrócone do góry nogami krzyże.

1000338_698271126854484_1299789651_n

Islandczycy bardzo ambitnie podeszli do tematu „In terra profugus” i uczynili go albumem koncepcyjnym. Jest to album opowiadający w warstwie tekstowej (odpowiednio zilustrowanej muzycznie) o eterycznej podróży do wewnątrz i na zewnątrz siebie, odkrywania sensu życia, śmierci i natury zła (a jednak). Celem tej wędrówki jest osiągnięcie przez człowieka harmonii w obliczu doświadczania trudności i rozwiązywania konfliktów. Coś na kształt samobiczowania duszy.

Tytuł albumu „In terra profugus” odnosi się do podróży Kaina (który został wygnany) na pustkowia Nod. W tekstach przenikają się tematy odnoszące się bezpośrednio bądź pośrednio tak do przyrody, natury Islandii, jak i do nordyckich mitów. Teksty są pisane bardzo żywym, sugestywnym językiem. Zawierają w sobie też pewną ezoteryczność.

Ciekawostką jest też to, że kolejność utworów nie jest tutaj przypadkowa. Jest to forma pewnego odliczania, albo inaczej osiągania stopni i poziomów. Pięć utworów to pięć aktów (oznaczonych rzymskimi cyframi), które obracają się wokół pojęcia życia, śmierci i natury zła. Na początku schodzimy w dół na ziemię (III), następnie wchodzimy w świat snu (II), później doświadczamy życia i śmierci (I) , po czym znów udajemy się w górę, ulegamy transformacji (II) i w końcu dostępujemy zmartwychwstania (III). Oczywiście zespół nie wpada w banał, ani w sztucznie nadmuchaną pseudofilozofię. Całość wypada przekonująco i szczerze.

Muzykę na albumie przenika ponurość ciemnej nocy i chłód islandzkiej zimy. Odnosimy wrażenie jakby taki stan miał trwać wiecznie, nigdy się nie skończyć. Doświadczamy ciężaru i przerażenia tym otoczeniem. W twórczości islandzkiego zespołu świat fizyczny łączy się z eterycznym. To piękno i mrok zarazem. Sacrum i profanum.

Carpe Noctem swoją muzyką zabiera nas w podróż po tajemniczych i apokaliptycznych miejscach ukrytych gdzieś daleko i w głębi lądu, po najciemniejszych trzewiach tej nędznej ziemi. Jest to podróż trudna, pełna cierpienia i bólu. Muzycy szukają w black metalu różnych ciekawych przestrzeni i rozwiązań. Starają się wnieść coś nowego do tego gatunku, eksperymentować z tempem, rytmem i dźwiękami. Dzięki temu sprawnie rozszerzają granice black metalu.

W jednej z recenzji, która wpadła mi w ręce, autor napisał, że „to nie jest muzyka dla osób o wrażliwych sercach, którzy lubują się w melodyjnym i symfonicznym black metalu”. Wywołało to mój uśmiech zrozumienia. Chociaż po dłuższym zastanowieniu się nad tymi słowami nie mogę się jednak zgodzić do końca z tą wypowiedzią. Fakt, może nie jest to najlepsza muzyka dla miłośników tylko i wyłącznie „melodyjnego i symfonicznego black metalu”. Ale z całą pewnością i odpowiedzialnością stwierdzam, co poparte jest własnym doświadczeniem, że jak najbardziej jest to muzyka „dla osób o wrażliwych sercach”.

Carpe Noctem przedstawia nam wspaniałą produkcję wypełnioną warstwami niesamowitych dźwięków i ciekawymi szczegółami (a dobrze wiemy, że właśnie w szczegółach tkwi diabeł). Są to takie miłe atrakcyjne akcenty współegzystujące obok surowości black metalowych riffów i charakterystycznego wokalu Alexandra. A wiedzieć trzeba, że głos wokalisty jest silny i hipnotyzujący. Dodatkowo to, że Alexander śpiewa w ojczystym języku w zestawieniu z ich muzyką sprawia wrażenie, jakby posługiwali się jakimś tajemniczym, starożytnym dialektem.

Innym bardzo intrygującym aspektem w kompozycjach Carpe Noctem jest to, w jak płynny sposób zespół przechodzi od bestialskiej burzy obłędnych blastów perkusji, której towarzyszy eksplozja wściekłych gitar, do wolniejszych i klimatycznych fragmentów, wykuwanych wolno i w skupieniu jak w lodzie. Nieprzewidywalność jest jednym z kluczowych czynników ich debiutanckiego albumu.

Zespół tworzy piękny muzyczny pejzaż malowany na tle chaosu oraz ponurego i surowego świata post-apokaliptycznego. Muzycy potrafią wyśmienicie budować zimną i bezwzględną black metalową atmosferę i napięcie. Umiejętnie wznoszą potężne i szaleńcze ściany wściekłych dźwięków pochodzących z gitar i perkusji. W podobnym stopniu udaje im się też przykuć uwagę słuchacza na wpół akustycznymi momentami i zwolnieniami. Od czasu do czasu przyprawią brzmienie również zimną partią klawiszy. W muzyce Carpe Noctem pojawiają się ukłony w stronę doom metalu, oldschoolowego death metalu, a także post-blackmetalowe i awangardowe elementy obleczone w islandzką melancholię.

Carpe Noctem wykazuje się wielką muzyczną kreatywnością i fenomenalną wszechstronnością. „In terra profugus” to zjawiskowy i potężny album. To fantastyczna muzyczna podróż po opuszczonych ziemiach dalekiej północy usianych wulkanami, wodospadami, gejzerami i lodowcami. To wędrówka, która paraliżuje zimnem i strachem oraz kusi nihilistycznym pięknem.

 

 

 

Carpe Noctem :: In terra profugus

1. (III) Odium Somniferum 08:53
2. (II) Ars Moriendi 08:19
3. (I) VITRIOL 10:16
4. (II) Metamorphoses Maleficarum 11:01:00
5. (III) Hostis Humani Generis 13:47

 

 

 

 

 
Carpe Noctem : facebook / bandcamp

Carpe Noctem :: In terra profugus (recenzja)
4.8Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów