Faces Of The Walls to nowy alternatywny zespół na islandzkiej scenie undergroundowej. Grupę założyli Breki Gunnarsson i Hálfdán Árnason.

12540451_1675243339432016_946180611_n

Ich debiutancki album grupy zatytułowany po prostu „Faces Of The Walls” ukazał się na początku grudnia 2015 roku. Dodam, że materiał na krążek nagrywany był w Neptunus Studio i Greenhouse Studios.

Autorem wszystkich kompozycji znajdujących się na premierowym wydawnictwie „Faces Of The Walls” jest Breki, który odpowiada tutaj również za gitary, wokal i partie perkusji. Natomiast Hálfdán pełni w zespole rolę basisty. Panowie opisują brzmienie swojego albumu jako „dirty and loud rock’n’roll”. W tym miejscu należy wspomnieć o tym, że produkcją płyty zajmował się Halldór á Björnsson (z zespołu Legend). Produkcja podkreśla surowy i szorstki klimat kompozycji o trochę undergroundowym wydźwięku, który dodaje tej muzyce siarczystości i autentyzmu.

„Faces Of The Walls” fascynuje wieloma inspiracjami i wpływami. Usłyszymy tutaj brzmienia charakterystyczne dla awangardy rockowej i rocka eksperymentalnego przełomu lat 60-tych i 70-tych, zwanego również nurtem pop art (np. The Velvet Underground, The Stooges, Iggy Pop, Television). Trochę też w tym wszystkim Rolling Stonesów, a także tradycyjnego rock’n’rolla. Znajdziemy także odniesienia do alternatywnego rocka lat 90-tych będącego pod silnym wpływem ruchu punk i grunge (np. Dinousaur Jr., Pixies, Pavement), a nawet blues rocka. No i w końcu nie brakuje hipnotycznych sprzężeń i jęków gitar, czyli upiornej leniwej psychodelii (np. Sonic Youth) wpadającej w shoegaze i rozmarzony noise (np. My Bloody Valentine, Brian Jonestown Massacre).

12498545_1675240529432297_1006829551_n

Faces Of The Walls cechuje brak ograniczenia jakimikolwiek regułami oraz nieskrępowana alternatywna rockowa ekspresja. Nic na tej płycie nie jest typowe i wpisane w jakikolwiek narzucony nurt. Znakomite, wyraziste partie przesterowanych gitar, uwypuklona linia basu i nieprzekombinowana perkusja budują specyficzny zgiełkliwy rock o niemal garażowym brzmieniu i dekadenckiej atmosferze z brudnymi, choć chwytliwymi melodiami. W taki dźwiękowy anturaż idealnie wpasowuje się głos Breki’ego. Jego wokal jest niski, chropowaty i chłodny. Śpiewa w sposób melancholijny, a nawet chciałoby się użyć określenia doom’owy (a’la Lou Reed, Bob Dylan czy nawet Nick Cave w bardziej punk-rockowej odsłonie).

Mroczny psycho-rock’n’roll Faces Of The Walls oparty jest w większości o dość proste riffy, z domieszką kontrolowanego jazgotu. Jest to w dużej mierze umiarkowanie wolne i narkotyczne granie, ale równocześnie melodyjne i wpadające w ucho. A że przy okazji jest nieco hałaśliwie, brudno i drapieżnie, to w to mi graj.

Zespół na swoim debiucie stworzył porządną dawkę, surowego i melodyjnego post-punk rocka, który ekscytuje posępnym klimatem i odjechanym nostalgicznym brzmieniem. Ten mini-album to kawał porządnego grania. Najlepiej samemu posłuchać, żeby się o tym przekonać. Jednakże ostrzegam! Po ostatnim utworze pozostaje wrażenie niedosytu i chęć powtórnego zagłębienia się w album „Faces Of The Walls”. Ale warto to powtórzyć!

 

12227594_194334277567927_160974170104028863_n

 

 

Faces Of The Walls :: Faces Of The Walls

1. Stoned
2. Sweet nothing
3. Taste the love
4. Mr. Jones
5. Wicked lovers
6. Once upon a time
7. Sometimes when I stand up

 

 

 

Faces Of The Walls : facebook


Faces Of The Walls :: Faces Of The Walls
4.3Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów