Of Monsters and Men jest stosunkowo nową i młodą grupą folk/indie/pop z Reykjavíku.

Zespół Of Monsters and Men został skompletowany w 2010r. Wówczas to zespół zagrał po raz pierwszy koncert z nowym członkiem tj. Arnar Rósenkranz Hilmarsson, odpowiedzialnym za instrumenty perkusyjne.

Of Monsters and Men liczy obecnie sześciu członków, czyli Nanna Bryndis Hilmarsdottir (acoustic guitar, vocals), Arni Gudjonsson (accordion, keys), Brynjar Leifsson (electric guitar), Kristjan Pall Kristjansson (bass), Ragnar Porhallsson (acoustic guitar, vocals) i wspomniany wcześniej Arnar Rosenkranz Hilmarsson (drums).

Dziwaczna nazwa zespołu znajduje swoje odbicie w tekstach zawartych na płycie, które przeważnie opowiadają historie o wszelkiego rodzaju potworach, fikcyjnych jak i tych prawdziwych, ludzkich, a szczególnie o mężczyznach. Jak mówi wokalista zespołu „inspirujemy się dziwacznościami wszystkiego rodzaju„.

Pod koniec lata 2010 zespół odbył bardzo udaną podróż po Holandii by zagrać na kilku festiwalach. Tam spotkał się z ciepłym i przyjacielskim przyjęciem, a także pozytywnym odbiorem swojej muzyki. W tamtym również roku zespół nagrał utwór „Little Talks”, który został wydany na promocyjnym CD przygotowanym z okazji Iceland Airwaves 2010.

Of Monsters and Men zwyciężył w ogólnokrajowym konkursie zespołów Músiktilraunir (czyli Battle of the bands).

W marcu 2011 r. Of Monsters and Men weszli do studia wraz z inżynierem i producentem w postaci Arona Thór Arnarsson, aby nagrać dla islandzkiej wytwórni Record Records swój debiutancki album “My head is an animal”.

Brzmienie muzyki zawartej na “My head is an animal” jest głównie akustyczne. Oryginalnym zabiegiem jest użycie nietypowego jak na muzykę indie instrumentu w postaci akordeonu, które o dziwo nie drażni naszych uszu, a co więcej, nawet dodaje głębi i smaku utworom. Na uwagę zasługują także ciepłe i miękkie brzmienia głosów Nanny i Arnara, które świetnie się ze sobą uzupełniają i tworzą przyjemne harmonie wokalne. Na albumie odnajdziemy dużo pięknych chwytliwych melodii (“Dirty paws”, “King and lionheart”), optymistycznej zabawy (“Numb bears”, “Little talks”) i spontaniczności (“Six weeks”). Znajdziemy też miejsce na zwolnienie, refleksję i nostalgię (“Sloom”, “From finner”, “Love love love”, “Your bones”, “Yellow light”). A całość muzyki jest wspaniale lekka, beztroska, delikatna i niewymuszona. Na szczęście nie odczujemy tutaj ckliwości, przesłodzenia, chociaż tego można by się było spodziewać po albumach akustycznych.

Of Monsters and Men to kolejny islandzki przykład na to, że można komponować, tworzyć muzykę, a jednocześnie można się świetnie przy tym bawić, tą muzyką i przy muzyce. Zresztą wystarczy spojrzeć chociażby na okładkę albumu 😉

Muzyka kapitalnie nadaje się do słuchania podczas jazdy długą drogą pomiędzy drzewami, przez które przebijają się jesienne promienie zachodzącego słońca.

Nie pozostaje nam nic innego jak poddać się muzyce i zaproszeniu Of Monsters and Men – “So follow us, we’ll have a good time together”.

 

 

Of Monsters and Men :: My head is an animal

01 – Dirty Paws
02 – King and Lionheart
03 – Numb Bears
04 – Sloom
05 – Little Talks
06 – From Finner
07 – Six Weeks
08 – Love Love Love
09 – Your Bones
10 – Lakehouse
11 – Yellow Light

 

Of Monsters and Men : website / facebook / soundcloud

Of Monsters and Men :: My Head Is An Animal (recenzja)
5.0Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów