Grenlandzki rockowy kwintet Rockstones powraca z nowym gorącym wydawnictwem.

Muzycy z Rockstones debiutowali w 2015 roku dobrze przyjętym w swoim kraju (i w moim domowym zaciszu) albumem „Qilammi Ungasissumi” (recenzja tutaj).

Natomiast w lipcu bieżącego roku muzycy mieszkający w Nuuk za pośrednictwem grenlandzkiej wytwórni  Atlantic Music Aps wydali swój drugi pełnowymiarowy krążek

Płyta nosi tytuł „Inatsisit Nutaat” i znajduje się na niej trzynaście premierowych utworów, wykonanych oczywiście w języku grenlandzkim. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, najnowsza produkcja Rockstones wypełniona jest cholernie dobrymi piosenkami. Piosenkami łączącymi w sobie indie popową melodyjność, punk-rockową energię, rock’n’rollową chwytliwość, świat progresywnego folk-rocka i heavy-metalową wzniosłość oraz szczyptę thrash metalu. Jedno jest pewne, w porównaniu do debiutanckiego albumu, otrzymujemy jeszcze więcej, jeszcze lepszych pomysłów, rozwiązań i motywów. Album wydaje się też mocniejszy, cięższy i bardziej energetyczny.

Pomimo tego, że na „Inatsisit Nutaat” znajdziemy różnorodne wpływy i żonglowania wieloma gatunkami to jednak produkcja albumu sprawia, że piosenki brzmią spójnie, nawet jeżeli ich stylistyka jest diametralnie różna.

Otwierający najnowszy album Rockstones utwór „Inatsisit Nutaat” to rzecz w sam raz na rozgrzewkę. Zaczyna się powoli, marszowym rytmem, ale później panowie rozpędzają się i ogólnie numer wypada bardzo energetycznie. Można w tym przypadku mówić o chwytliwym  pop-punk-rocku z nośnym refrenem i świetną heavy rockową solówką, przy dźwiękach której nie sposób nie ustać w miejscu. Po takiej petardzie następuje ponad 6-cio minutowy „Aqqut”. Jest pozornie spokojnie i słodko. Ale wraz z czasem trwania numeru pop-rockowa ballada delikatnie podprowadza nas do mocnego refrenu. Utwór wtedy nabiera mocy, brzmi stadionowo. Takie wrażenie potęgują chórki wokalne i przestrzenne gitary. Melodyjny rock czaruje obowiązkowym solo na gitarze, oraz blues rockowymi nawiązaniami. Grenlandzcy muzycy ambitnie i umiejętnie kombinują, przyjemnie zmieniają tempa i nastroje. Wraz  „Ivikkat” wracamy do konkretnej zabawy utrzymanej w wesołej melodyce ska. Trzon tej kompozycji stanowią neopunkowe, szybkostrzelne gitary (skojarzenia z Green Day, Chumbawamba), podbite fajnie bujającym basem. Panowie nieźle jadą, a przy tym nie zapominają o melodyce. Całość doprawiają siarczystą heavy metalową solówką. Dość przyjemnie się tego słucha, a i poskakać można, czemu nie. Kolejny dynamiczna odsłona zespołu to „Sapiissuseq”. Numer porywa bujanym rytmem i rozlewającymi się dźwiękami gitar. Mocno przypomina dokonania The Offspring, szczególnie w refrenie.  Kompozycja  z jednej strony zachwyca chwytliwością i żywiołowością, a z drugiej atmosferą, której próżno szukać u współczesnych zespołów tego nurtu. Przy „Soormi Tassunga” wpadamy w nastrojowe klimaty. Ta spokojna rockowa ballada z wzniosłym refrenem aż prosi się o wzniesienie w górę włączonej zapalniczki. Równie intymną atmosferę buduje „Oqarfigaakkit”. Ta akustyczna ballada z gościnnym damskim wokalem sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Muzycy rockową prostotę umiejętnie ubrali w popową aranżację. Natomiast „Uummataani” za sprawą brzmienia gitary, jak i specyficznego klimatu nasuwa skojarzenia z dokonaniami U2. Grenlandczycy w ciekawy sposób w tworzoną idylliczną i subtelną atmosferę (zwrotka) wstrzykują nieco punkowej zadziorności (refren), przełamując wypracowany nastrój kilkukrotnie. Spokojny gitarowy podkład, który słyszymy na początku utworu „Atinniit Qilammut” kojarzy mi się z jedną z ballad zespołu Metallica. Ten fragment płyty to dobry przykład na to jak sprawnie muzycy bawią się konwencjami, a także zmianami nastroju i tempa. Raz przyśpieszają, później zwalniają. Szybko przechodzą od spokojnych pojedynczych dźwięków gitary do głośnych solówek i konkretnego riffowania. Świetny klimat, do tego nieco brudu i moc. Ciekawie jest tutaj to wszystko poukładane, bo  i subtelnie i z wyczuciem, a jednocześnie też z ukłonem w stronę sceny undergroundowej, grania garażowego, no i heavy metalu. Śmiało można tutaj już mówić o ciężkich klimatach. Nawet wokale ocierają się momentami o growl! Dodaje to płycie pikanterii i smaczku. najdłuższa na albumie, prawie 7-mio minutowa „Qivittup Nippa” to piękna i progresywna folk-rockowa pieśń. Jest to jedna z najlepszych kompozycji w dorobku zespołu. Mamy tu intrygującą linię melodyczną, złożoną i wspaniale się rozwijającą. To najbardziej nastrojowy fragment płyty.  Ma w sobie prawdziwa magię.  Podziwiam i polecam. „Taartumi” to powrót to energetycznego rock’n’rolla. Przyjemny i przebojowy killer, naszpikowany super riffami, solówkami i melodiami, perkusja klasa! Panowie wiedzą, co robią. Ponadto nie boją się eksperymentów z gatunkami. Żonglują sobie stylistykami, motywami, rżną na gitarach, a od melodyjnego śpiewania łatwo przechodzą w dziki ryk i harmonijne chórki. Dobry numer z fajnymi zaskoczeniami i z charakterem. Po czymś takim jeszcze bardziej w świat metalowy wchodzimy za sprawą „Kiinnat”. O mamo te riffy, ta perkusja! Ściana dźwięku miażdży przyjemnie po uszach. To bezapelacyjnie najcięższy utwór  na płycie. Oczywiście nie brakuje w nim zmian nastroju. Ciężar  i melodia łączą się w piękną całość. Genialne wykonanie. Majstersztyk. A co dalej? „Amaqqut”, czyli kolejna ostra i szybka rock-metalowa jazda. Zespół wyraźnie w końcówce swojej płyty przyśpiesza i włącza terenowy bieg. Zespół miesza punk-rock z heavy/power metalem. Przynosi to arcy ciekawy rezultat. Te przejścia, połamańce, solówki… ileż się tutaj dzieje, i to dzieje dobrego. Okazuje się, że przez cały czas trwania płyty grupa potrafi zaskakiwać słuchacza. Gratulacje za ten utwór! To jest dopiero muzyka! Na sam koniec otrzymujemy „Silarput”, akustyczną i spokojną indie folk rockową balladę. Utwór łatwo wpada w ucho. Szybko wczuwamy się w jego klimat i melodię. Cechuje go bardzo oszczędna aranżacja, wręcz minimalistyczna. Mimo to kompozycja trafia w serducho. 

Trzynaście nowych piosenek Rockstones pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie. „Inatsisit Nutaat” to dobra płyta, może i bardzo dobra. Zdecydowanie ciekawsza i dojrzalsza od swojej poprzedniczki. Trudno jej nie docenić płyty. Album gorąco polecam, przede wszystkim tym, którzy kochają rockową muzę i ciekawe brzmienie. Jeśli chodzi o grenlandzki rock to jest to coś co trzeba koniecznie znać!

 

Rockstones :: Inatsisit Nutaat

1. Inatsisit Nutaat 4:19
2. Aqqut 6:07
3. Ivikkat 4:33
4. Sapiissuseq 4:18
5. Soormi Tassunga 4:26
6. Oqarfigaakkit 3:27
7. Uummataani 5:42
8. Atinniit Qilammut 5:09
9. Qivittup Nippa 6:53
10. Taartumi 5:37
11. Kiinnat 5:13
12. Amaqqut 4:32
13. Silarput 5:14

 

 

Rockstones : facebook
Atlantic Music ApS : website

Rockstones :: Inatsisit Nutaat (recenzja)
4.8Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów