Zapraszamy na rozmowę z Wiktorią Joanną Ginter organizatorką Iceland To Poland tour 2016.

 

Marcin: Witaj. Powiedz nam proszę coś o sobie. Kim jesteś, czym się zajmujesz, od kiedy mieszkasz na Islandii i jak się tam znalazłaś?

Wiktoria: W pierwszej kolejności jestem matką najwspanialszego dziecka świata, długo długo nic, a potem dopiero cała reszta. Jestem muzykiem, wokalistką, pasjonatką Muzyki, promotorem oraz managerem kapel muzycznych oraz organizatorką szeroko pojętych wydarzeń artystycznych. Taki tam… Świr! (Śmiech)

 

Marcin: Zajmowałaś się dotychczas organizacją wielu różnego rodzaju wydarzeń – wystaw, koncertów, etc. Skąd pomysł na takie życie? Co Cię w tym pociąga?

Wiktoria: W sumie to czysty przypadek (śmiech). Zawsze było we mnie dużo energii i wolałam ją wydawać na rzeczy kreatywne i takie, które zmieniają i kształtują społeczeństwo niż na plotkowanie o życiu innych osób bądź spędzanie czasu na niczym. Zawsze interesowała mnie muzyka, sztuka generalnie. W mojej rodzinie jest 80% muzyków, 20% artystów i poetów i 100% wariatów (śmiech). Zawsze patrzyłam na świat inaczej. Kiedy miałam 6 lat, moja ciocia wraz z moją kuzynką włączyły mi Tatę Kazika i zapytały, czy mi się to podoba. Kiedy odpowiedziałam, że tak, zapytały dlaczego. I wtedy zaczął się u mnie już nieodwracalny tryb myślenia. Od tamtej pory pytanie: dlaczego? jest  moim ulubionym pytaniem, a w muzyce i sztuce to pytanie przewodnie. A co mnie w tym pociąga? Fakt, że pomysł, idea jednego człowieka może zmieniać bieg historii świata. Że każdy może przyczynić się do zmiany na lepsze, wystarczy ruszyć głową. No i włożyć w to bardzo dużo pracy, przede wszystkim nad samym sobą.

 

Marcin: Jaki event, którym się zajmowałaś do tej pory, utkwił Ci w pamięci najbardziej?

Wiktoria: Myślę, że to wystawa interaktywna z fotografiami Janette Beckman połączonymi z graffiti Cey Adamsa. Było to tygodniowe wydarzenie w jednej z najlepszych galerii sztuki w Reykjaviku. Organizowałam to wspólnie ze Smutty Smiffem, który sam jest legendą, a Janette i Cey to jego znajomi. Zaprosiliśmy Janette z jej wystawą, która wcześniej odbyła się w Nowym Jorku i Paryżu i która osiągnęła spektakularny sukces. Wystawa nazywała się Hip Hop Mash Up i polegała na tym, że Cey Adams interpretował legendarne zdjęcia Janette z gwiazdami hip-hopu przy pomocy graffiti nałożonym na nie. Nasza wystawa różniła się od innych tym, że w jednym z pomieszczeń zrobiliśmy prawdziwy squat punkowski w stylu lat 70-tych w Wielkiej Brytanii. Squat nawiązywał do prac Janette z okresu jej pracy z The Clash i Sex Pistols. Dodatkowo w pierwszych dwóch dniach mieliśmy ponad 10 kapel Hip-Hop oraz punk, które grały dla nas w galerii. A żeby tego było mało, połączyliśmy to z festiwalem Iceland Airwaves i w trakcie festiwalu, przez dwa dni grało u nas 20 kapel. Czyste szaleństwo! Ale wylądowaliśmy z tym nie tylko we wszystkich mediach na Islandii, ale także w głównym wydaniu litewskich wiadomości (śmiech). Coś niesamowitego.

 

Marcin: Jest jakiś artysta, którego organizacją eventu chciałabyś się zająć najbardziej?

Wiktoria: Nie wiem. Chyba nie ma takiego. Jestem wdzięczna za to, co przynosi mi los i staram się, aby każdy event, w którym maczam palce był inny i wyjątkowy. To mi daje niezłego kopa twórczego.

 

Marcin: Pamiętasz jak narodził się pomysł na Iceland To Poland? Jak to się zaczęło?

Wiktoria: Siedziałam ze znajomymi z bardzo znanych islandzkich kapel w kawiarni w Neskaupsstaður, drugiego dnia festiwalu metalowego i tak sobie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie wpadłam na pomysł: a może was zabiorę do polski? Na początku miał to być jeden koncert. Oni odpowiedzieli: jasne, Wiktoria, jak to zorganizujesz, to jedziemy. No tak już mam, że jak powiem, że coś zrobię to dotrzymuję danego słowa. No i po jakimś czasie zabrałam się do pracy nad tym i oto rezultat (śmiech)

 

Marcin: Co wyróżnia to wydarzenie na tle innych muzycznych przedsięwzięć?

Wiktoria: Oprócz tego, że to totalne szaleństwo? Chyba wszystko. Jest to festiwal, który podróżuje. Który nie jest związany z jednym miejscem. Festiwal, którego formuła nie jest krystaliczna i która może się zmienić, w zależności od tego, co wpadnie mi do tej mojej głowy przedziwnej. A przede wszystkim od tego, ilu kompletnych szaleńców ten pomysł przyciągnie. Jestem bardzo otwarta na to, aby przyłączyć do tego konceptu kreatywnych ludzi, którzy mogliby coś od siebie dodać i stworzyć coś lepszego, bo wspólnego. Nieograniczonego. A główny cel tego festiwalu jest interakcja z ludźmi tak bardzo od siebie oddalonych, pod tyloma względami, a jednak tak podobnych.

 

Marcin: Mam wrażenie, że muzyka islandzka staje się coraz bardziej popularna, nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. Masz też takie przeświadczenie?

Wiktoria: Ja myślę, że boom na muzykę islandzką zaczął się już kilka lat temu i jest już w swoim szczycie. W Polsce dopiero się zaczyna z tego względu, że w naszym kraju rynkiem rządzi Hip-Hop oraz muzyka elektroniczna. Więc standardowe islandzkie kapele są od dawna popularne. Teraz, kiedy zaczyna się wysyp coraz lepszych kapel rockowych i metalowych, ludzie szukają inspiracji w kraju, który jest przepełniony tego typu muzyką. Poza tym, Islandia jest dla nas krajem egzotycznym. Fascynującym. Nawet dla mnie, a spędziłam tu już niemal dekadę.

 

13262333_10207810891044717_1111154069_o

Marcin: Jak Ty odbierasz i postrzegasz islandzką scenę islandzką?

Wiktoria: Islandzka scena muzyczna przechodzi transformację. Jest coraz więcej kapel. No i poziom grania jest coraz wyższy. Z drugiej strony jest bardzo dużo kapel komercyjnych – nastawionych raczej na sukces niż na przekaz oraz miłość do muzyki. Islandzka muzyka stała się marką po tym, jak Björk, Sigur Rós i Múm zrobili międzynarodowe kariery. Później wielu muzyków próbowało ich naśladować w nadziei na powtórzenie ich sukcesu. Po sukcesie Of Monsters And Man też zaczęła się parada naśladowców. Myślę, że ogólnie scena muzyczna potrzebuje przełomu od tego splastikowania. A on nigdy nie następuje w muzyce main-streamowej.

 

Marcin: Powiedz nam, o Twoich zamiłowaniach muzycznych i jak one przekładają się na to co robisz?

Wiktoria: Sama jestem muzykiem od dziecka. Śpiewam odkąd pamiętam. Pierwsze publiczne występy miałam już w podstawówce. W mojej rodzinie jest bardzo wielu muzyków i artystów. Moja mama kiedyś śpiewała. Muzyka jest ze mną od dziecka, jest we mnie jak krew – bez niej mnie nie ma. Zawsze staram się robić coś dla niej: od pisania piosenek, śpiewania po organizowanie koncertów, bycia w radio aż do managerowania kapel muzycznych i artystów solo. Jest mi to bliskie i potrzebne. Nie umiem żyć inaczej. Na pewno są zawody, które dają więcej stabilności, ale mało w nich życia jak na mój sposób postrzegania świata.

 

Marcin: Mieszkasz w Islandii, lokalne środowisko muzyczne jest Ci z pewnością dobrze znane. Powiedz, których konkretnie islandzkich artystów/zespoły cenisz sobie szczególnie i dlaczego?

Wiktoria: Oczywiście bardzo cenię Björk, za to co robi dla muzyki, sztuki i Islandzkiej kultury. Nikt jej w tym nie dorównuje. W muzyce zawsze szukam prawdziwości i szczerości, więc doceniam artystów takich jak Hlynur A. Vilmarsson z zespołu Strígaskór 42, który jest genialnym kompozytorem muzyki współczesnej. Uwielbiam wszystko co robi Bjarni M. Sigurðarson z zespołu Mínus, który zawsze angażuje się w projekty, które nie są od niego oczekiwane i wprawiają ludzi w zaskoczenie. Poza tym jest wielostronnym muzykiem i nie spłaszcza się do jednego gatunku, a wszystko, co robi jest bardzo naturalne i bez wysiłku. Bardzo doceniam kapelę Ottoman za świeżość i upór w pracy. Podziwiam Sólstafir za odwagę w przemianach. Kocham Kontinuum, za myślenie poza przysłowiowym pudełkiem. I zawsze staram się wypatrywać ludzi, którzy starają się wytaczać nowe ścieżki raczej niż pędzić wytartymi. Imponuje mi odwaga. Jest to dla mnie bardzo szlachetna cecha w człowieku.

 

Marcin: Jakie płyty znajdują się w Twoim prywatnym rankingu 5 ulubionych wydawnictw islandzkich?

Wiktoria: Ok, kolejność przypadkowa: Kontinuum – Kyrr, Náttfari – Töf, The Third Sound – The Third Sound, Sólstafir – Ótta, Kuml – Recorded live 1995 in Studio stöðinn, Þeyr – Mjötviður Mær no to mamy sześć, hehe

 

Marcin: Wiemy doskonale, że Islandia niemal codziennie wydaje na świat kolejne zespoły, projekty i solowych artystów. Czy wśród nowych muzycznych zjawisk jest coś godnego Twojego polecenia?

Wiktoria: Polecam Kælan Mikla, dark wave trio z iskrą. Polecam też Shades Of Reykjavik dla fanów hip-hopu. Dla ludzi z elektronicznymi zapędami polecam Muted.

 

Marcin: Wróćmy do Iceland To Poland. Ile czasu potrzeba na stworzenie takiej imprezy i jak wiele osób jest w nią zaangażowanych?

Wiktoria: Aby zorganizować taki Festival potrzeba minimum 6-8 miesięcy. Im więcej ludzi nad nim będzie pracowało tym lepiej, pod warunkiem, że nie są obibokami. Nad Iceland To Poland pracuję zupełnie sama.

 

Marcin: W takim razie jak udaje Ci się samej to wszystko ogarnąć?

Wiktoria: Nie wiem (śmiech) Smutty Smiff mówi czasem, że chyba nie jestem człowiekiem (śmiech).

 

Marcin: Zdradź nam czy współpraca z artystami jest łatwa, lekka i przyjemna, czy raczej wchodzą w to trudne kompromisy?

Wiktoria: Praca z muzykami jest bardzo trudna. Zwłaszcza dla kogoś, kto sam jest muzykiem z pasją. To nie jest zwykły zawód, pracujesz z ludźmi w rożnych godzinach o rożnych porach dnia i nocy. Pracujesz z rożnymi osobowościami i jest to jedno wielkie pasmo kompromisów. Czasem czujesz się jak matka, czasem jak klawisz więzienny, czasem jak największa fanka a czasem jak najgorszy krytyk. Jest to bardzo wymagająca praca, na pewno nie dla wszystkich.

 

Marcin: Czy ciężko było namówić islandzkie zespoły/artystów na zagranie trasy w Polsce?

Wiktoria: Islandczycy od kilku lat grają w Polsce: Björk, Sigur Rós, Sólstafir, GusGus, Low Roar i wielu innych są zachwyceni polską publicznością oraz atmosferą na koncertach. Nie było to zbyt trudne. Chcę, żeby wszyscy mogli tego doświadczyć. Chcę im pokazać, jak nasi rodacy potrafią doceniać muzykę na żywo.

 
13224217_10207810885444577_897573110_o

Marcin: Na scenie Iceland To Poland pojawi się 4 islandzkie kapele i jeden amerykański singer-songwriter. Dlaczego taki a nie inny dobór kapel? Czym to jest podyktowane? Czym kierowałaś się przy wyborze?

Wiktoria: Wybór kapel po islandzkiej stronie był zupełnie przypadkowy, bo wszystko poszło nie do końca tak, jak planowałam. W sumie cieszę się z tego. Myślę, że wszystko, co dzieje się w moim życiu jest zawsze po to, żeby okazać się pomostem do czegoś lepszego. Organizacja tej trasy zweryfikowała wiele rzeczy i ludzi w moim życiu: pokazała mi, kto jest prawdziwym artystą, a kto tylko rozpieszczonym dzieciakiem albo kolesiem z parciem na kasę. Zweryfikowało to także wielu moich „przyjaciół”, dla których magicznie przestałam istnieć, gdy zabrałam się za organizację festiwalu. Nie smuci mnie to. Nigdy nie miałam ochoty na przebywanie z zawistnymi ludźmi i to świetnie oświetliło tych wszystkich zamaskowanych. I tak seria dramatów zweryfikowała skład tegorocznej reprezentacji Islandii na Iceland To Poland. Jeśli chodzi o Ledfoot: jestem jego managerem. I chciałam, aby był headlinerem z dwóch powodów: dlatego, że poznaliśmy się na Islandii i jest to w sumie niesamowita dla mnie historia; od barmanki z Polski do bycia managerem światowej gwiazdy oraz dlatego, że jest to najlepszy akt na żywo, jaki możesz zobaczyć. Kropka.

 

Marcin: Czy nie masz obaw co do tego, że ten rodzaj islandzkiej muzyki „nie przyjmie się” w naszym kraju?

Wiktoria: Nie mam tego typu obaw. Uważam, że jeśli muzyka jest dobra, to nie ma znaczenia w jakim jest gatunku, a i tak się przyjmie. Albo to czujesz albo nie. Myślę, że większość ludzi jest w stanie rozpoznać, kiedy muzyka jest prawdziwa i płynie z serca a nie z portfela. Jeżeli szukasz takiej muzyki, to tegoroczny Iceland To Poland będzie dla ciebie totalną wyżerką. Dlatego gorąco polecam zajrzeć do nas na koncerty.

 

Marcin: Oprócz zespołów z Islandii pojawią się również reprezentanci polskiej sceny?

Wiktoria: Tak, plan jest taki, aby w każdym mieście zagrał jeden zespół z Polski. Na koniec roku ściągniemy te zespoły na Islandię. W ten sposób więzy miedzy naszymi krajami się zacieśnią. W tym roku mamy The Frosts, Merkabah, Sounds Like The End Of The World i People Of The Haze. Pomieszane gatunkowo. Myślę, że ta ekipa sprawdzi się na Islandii.

 

Marcin: Z jakim odbiorem pomysł organizacji tego wydarzenia spotkał się w Polsce?

Wiktoria: Do tej pory dostałam wiele maili z gratulacjami, włączając w to jednostki dyplomacji. Jestem dumna z tego projektu i myślę, że cały ten ogromny, nadludzki wysiłek jest po coś. Wierzę, że ten projekt coś w ludziach zmieni. Jeszcze nie wiem, jakie będą jego konsekwencje, ale wierzę, że robię dobrze.

 

Marcin: Z jakimi problemami borykałaś się podczas organizacji Iceland To Poland? Co jak dotychczas oceniasz za najtrudniejszą rzecz, którą trzeba było załatwić w związku z wydarzeniem?

Wiktoria: Wiesz co, najtrudniejsza dla mnie w tym wszystkim była (i nadal jest) walka z samą sobą. Zawsze mam w głowie trzy demony. Tak na co dzień są moimi zwierzątkami, ale przy wielkich wyzwaniach potrafią gryźć. I ta moja walka polega na tym, aby nie dać się im zjeść. To jest bardzo wyczerpujące. Do granic. Jedynie dystans spowodował do tej pory to, że się nie poddałam.

 

Marcin: Jak będzie w przybliżeniu przebiegać wydarzenie Iceland To Poland?

Wiktoria: Każda kapela ma 30-40 minut na występ. Jest to wystarczająco długo, aby pokazać, co się ma (śmiech). I jest to idealny czas czekania do następnego aktu. Koncert będą bardzo dynamiczne. Nuda nie będzie opcją w tym wypadku.

 

Marcin: Jakie atrakcje czekają na uczestników tego wydarzenia? Czy będzie tam można kupić jakieś specjalne pamiątki z koncertów?

Wiktoria: Pamiątki z koncertów można będzie nabyć na stoiskach w klubach.

 

Marcin: W jaki sposób i gdzie można kupić bilety na festiwal Iceland To Poland?

Wiktoria: Bilety są już dostępne w Internecie i zachęcam do odwiedzenia strony biletomat.pl.

 

Marcin: Co byś powiedziała ludziom, którzy jeszcze się zastanawiają nad przyjściem na Iceland To Poland? Jak przekonasz wszystkich niezdecydowanych, że warto przyjść na ten koncert?

Wiktoria: Jak już wcześniej wspomniałam: koncerty będą z krwi i kości, bardzo dynamiczne, świetni artyści islandzcy i polscy oraz fenomenalny headliner ze Stanów, o którego koncertach nie można zapomnieć. Jeżeli chcesz być przeszyty na wskroś, to przyjdź i nas zobacz!

 

Marcin:A co jest Twoim największym marzeniem w kontekście tego festiwalu?

Wiktoria: Największym marzeniem odnośnie Iceland To Poland jest to, aby był to festiwal, który będzie zalążkiem niesamowitego połączenia między Islandią i Polską, a także inspiracją dla innych ludzi, którzy mają coś światu do przekazania i nie mają odwagi, aby poczynić ten pierwszy krok. Żeby ten festiwal dał ludziom szansę na rozwój: nie tylko artystom, ale także tym, którzy na te koncerty przyjadą.

 

Marcin: Być może to pytanie pojawia się za wcześnie, ale… czy planujesz kolejne edycje Iceland To Poland?

Wiktoria: Taki jest plan. Chociaż na pewno po tym, jak skończy się trasa w Polsce zasłużę sobie na dłuższe wakacje bez myślenia o pracy (śmiech).

 

Marcin: Dzięki za rozmowę. Trzymam kciuki za Iceland To Poland. Zapowiada się bardzo interesująco. Mam nadzieję, że będzie więcej takich wydarzeń.

 

13016327_10207608535025943_748588823_o