Odesia to zupełnie nowy na islandzkiej scenie projekt muzyczny prowadzony przez młodego singer-songwritera i multiinstrumentalistę Oddura Már Oddssona.

13 października 2020 roku premierę miał debiutancki album projektu Odesia zatytułowany „Come with Me”. Autorem wszystkich kompozycji jest Oddur Már Oddsson, z wyjątkiem utworu „By and By”, pochodzącego z repertuaru Lay Low. Dany materiał został zmiksowany i zmasteringowany przez Arnara Guðjónssona. Na płycie gościnnie w czterech utworach na basie zagrał Brynjar Unnsteinsson.

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Tajemnicą nie jest, że w trakcie przesłuchiwania wydawnictw muzycznych, które później przedstawiam na portalu, robię sobie różnego rodzaju notatki. Najczęściej mają one tradycyjną formę pisemną, ale zdarzają się również inne metody zmierzające do uchwycenia myśli, refleksji i odczuć dotyczących poznawanej dźwiękowej materii, np. graficzne – rysunki, ikony, schematy, liczby, oznaczenia, etc. Dla zobrazowania tego stylu i jednej z technik pracy pokażę Wam mój krótki szkic prezentujący zawartość debiutanckiego albumu Odesia. W moich zapiskach muzyka z „Come with Me” prezentuje się następująco: OóoOOooO.    

Bez obaw, nie postawię Was samych z tą zagadką. Zanim jednak odkoduję powyższy zapis, wyjaśnię, że projekt Odesia od początku do końca swojej płyty bardzo przykuwa uwagę, intryguje i angażuje. „Come with Me” zaskakuje nas różnymi eksperymentami i fuzją różnych stylów. Oddura Már Oddssona wyraźnie cechuje chęć tworzenia urozmaiconej muzyki alternatywnej, stanowiącej fuzję wielu wpływów, począwszy od muzyki elektronicznej i rockowej, przez folk i indie pop, aż po jazz i country. I teraz przychodzi czas na odszyfrowanie zapisu OóoOOooO. Otóż na albumie „Come with Me” znajdziemy osiem kompozycji, a powyższe literki odnoszą się kolejno do każdej z nich, gdzie zgodnie z moją prywatną „legendą”:

Literka ‘O’ – odnosi się do kompozycji bardziej eksperymentalnych i niekonwencjonalnych, w których wykorzystywane są elementy elektroniczne i komputerowe, a nacisk obok gitar położony jest mocno na instrumenty klawiszowe i syntezatorowe, a także na nietypową rytmikę i atmosferę. Określiłbym je mianem electro rockowych, w których nierzadko odnajdziemy również inne brzmienia, a nawet pewne progresje. Atmosferą niezwykle blisko jest im do dokonań zespołu Muse, ale bez tego stadionowego przepychu, efektów i fajerwerków. Drugim skojarzeniem jakie przychodzi mi na myśl przy okazji tych eklektycznych utworów jest twórczość Davida Bowie.

Literka ‘o’ – oznacza utwory generalnie akustyczne (albo prawie akustyczne), wykorzystujące głównie żywe instrumenty, w tym przede wszystkim gitary, perkusję, fortepian, a także skrzypce, akordeon, a nawet instrumenty dęte (patrz niżej). Te kompozycje wpisują się w zasadzie w nurt muzyki indie folkowej korzystającej z nawiązań do indie popu alternatywnego country. Towarzyszą nam tutaj przyjemne melodie, delikatne klimatu i cudowne harmonie wokalne.

Natomiast literka ‘ó’ (czyli ‘o’ z kreseczką) – to utwór akustyczny, bazujący wyłącznie na instrumentach żywych, z tym, że jest to po prostu nastrojowy i kameralny jazz, z pewnymi subtelnymi elementami innych nurtów. Serwujący nam wpadające w ucho frazy instrumentalne i wokalne (kojarzące się ze stylem śpiewania Matta Bellamy z Muse, oczywiście bez zbytniego szarżowania).

Początkowo odbiorca „Come with Me” może czuć się zaskoczony odmiennymi brzmieniami, które tutaj spotyka. To tak, jakby słuchał płyty schizofrenika. Przesadzam! Pomimo tak ryzykownego zabiegu islandzki projekt wychodzi z tego obronną ręką. Trzeba szczerze przyznać, że niezależnie od stylistyki, w której porusza się Odesia świetnie odnajduje się w każdej konwencji. W zasadzie pozytywne słowa należy skierować do każdego utworu na tym albumie, który jakby nie było jest godnym przesłuchania w całości.

Zdecydowanie lżejsze i delikatniejsze w swojej wymowie akustyczne indie folk popowe kompozycje Odesia zarażają swoimi organicznymi i ciepłymi brzmieniami, ładnymi melodiami i czarującymi harmoniami wokalnymi. Są piękne w swojej lekkości i naturalności. Osobiście bardzo lubię te fragmenty „Come with Me”. Wyjątkowo dobrze prezentuje się także jazzowy utwór „The End of the Tide”. Cóż za klimat! Żałować tylko można, że to niestety jedynie jednorazowy strzał na płycie.

Mimo to, mi najbardziej do gustu przypadła Odesia w wersji electro rockowej, w związku z tym za najlepsze momenty na omawianym albumie uważam: intrygujący atmosferą i gitarowymi motywami „The Only One”, nieprzekombinowany i hipnotyczny „Smooth Wave Amplifier”, genialny i wielowątkowy „Come with Me” (za dźwięk dzwonu, chóry, łączenie akustyki z elektroniką, świetne post metalowe wstawki i inne brzmieniowe atrakcje) raz odważny i zmysłowy „Start It Again”. Mam nadzieję, że to właśnie te utwory stanowią preludium do tego, w którym kierunku podąży w przyszłości muzyka projektu Odesia. Bo nie da się ukryć, że jest to styl, który wprowadza do islandzkiej muzyki odpowiednią dawkę świeżości.

Fuzja niebanalnych pomysłów, partii syntezatorów i brzmień elektroniki, gitar oraz perkusji, i co najważniejsze kapitalnego wokalu, jest godna szczególnej uwagi, podziwu oraz docenienia twórczości projektu Odesia. Zdecydowanie polecam!

 

 

 

Odesia :: Come with Me

1. The Only One 03:32
2. The End of the Tide 03:08
3. Wherever You Go 03:19
4. Smooth Wave Amplifier 04:24
5. Come with Me 06:17
6. By and By 03:50
7. Drag Me Down 03:49
8. Start It Again 04:40

 

 

 

Odesia : facebook / spotify / youtube

Odesia :: Come with Me (recenzja)
4.5Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów